Teoretyczne gdyż w piątek minęło osiemdziesiąt osiem dni (o ile dobrze policzyłem) do tego cyrku zwanego maturą. Pomijając ten temat, muszę przyznać, że studniówkę można zaliczyć do udanych imprez, nie wiem gdzie zostawiłem mój ponury nastrój. Może został zadeptany podczas tupania nóżkami albo utopił się biedak w tym napoju, który swoją obecnością łamał punkt czwarty studniówkowego regulaminu – skrzętnie przygotowanego przez dyrekcję – „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.
O dziwo, Krzysztof nie włączył swojego instynktu obserwatora (ma tyle mocno), by móc przyglądać uważnie przyglądać się zachowaniom innych, a to bardzo dobrze. Jak widać po prostu nie miałem na to czasu.
Uroczy Polonez również wyszedł nam całkiem zgrabnie. Jedynym gorzkim smaczkiem w tym słodkim ciastku jest to, że moja dieta cud (tj. m.in. woda mineralna i kotlety) sprawiła, że z trudem zmieściłem się do spodni i chyba raz usłyszałem jakiś trzask… ale to chyba nie to o czym myślę, prawda?
Poza tym moja teoria, że trochę grosza i pudru potrafi wyciągnąć urodę z kobiety potwierdziła się. Szkoda tylko że nikt mnie nigdy nie słucha.
W grudniu pisałem, że w koniec stycznia to dobry okres na podsumowania. Może i dobry, o ile ma się ochotę pisanie. Moje zacne cztery litery stanęły u progu bycia nastoletnim zadem (dokładnie trzydziestego stycznia o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści).
Wstałem rano i… i nic… Nie szukałem żadnej niezwykłości w tym dniu wypełnionego po brzegi śniegiem i duszącym dymem wydobywającym się z kominów sąsiadów.
Nie wiem, co mógłbym „naklepać” w tym podsumowaniu.
Pan Krzysztof widzi od pewnego czasu pewne sprawy nieco wyraźniej. Kompleksy, którymi obdarowało mnie życie wśród murów gimnazjum zanikają jak te niechciane wulkaniczne punty na mojej twarzy.
Przez najbliższe dni (tygodnie) będę wziąć za pewną (już) niewygodną sprawę, by móc powiedzieć, że mam zarys tego czego tak naprawdę chcę.
Gossip – Heavy Cross
Czułem, że to miało być oczyszczenie z moich ostatnich uczuć. Chciałem zwinąć w kłębek i zostawić złość, gniew oraz nieporozumienia na zaśnieżonym polu, gdzie ów twór skonałby w samotności i zimnie. Zapomniałem, że ten Tworek ma długie nóżki i szybko biega. Trudno się go pozbyć zwłaszcza, gdy nie ma się dobrej kondycji.
Tworek stwierdził, że byłem bardzo niegrzeczny i pokazał mi złe obrazy dysfunkcji.
Ten widok… To mnie po prostu przerosło. Program do automatycznego przywracania równowagi odmówił posłuszeństwa i zawiesił się na długo. Byłem roztrzęsiony i nie umiałem dojść do siebie.
Przepis na ten uroczy stan?
Przegotowujemy szklaneczkę lub dwie. Wrzucamy dwa węgielki, sześć szczypt wodoru, później tą papkę natleniamy raz i rozcieńczamy sowicie wodą. Następnie podlewamy roztworem umysł słabej jakości i obserwujemy jak nasz móżdżek zacznie „hulać”.
Te gnijące neurony napawają mnie obrzydzeniem…. Zgiń zła maro!
To był pierwszy raz, gdy byłem obserwatorem takiej sytuacji. Niestety nie jestem przystosowany do życia.
Człowiek rozumny? Biologiczna bzdura!
Północ była mglista i deszczowa. Sztuczne ognie były ledwo widoczne na mlecznym niebie.
Ostatnia noc roku 2009 konstatowała do mojego samopoczucia. Czuję się dobrze. Ba! Bardzo dobrze!! Przez te kilka wolnych dni byłem bardzo szczęśliwy, bez konkretnych przyczyn.
Prawdziwe słoneczne święta. Jedynym mankamentem jest to, że nie umiem zebrać słów i dokładnie tego opisać. Taki jest efekt skupiania swojej uwagi na pseudo życiowe dramaty.
Mam nadzieję, że w tym właśnie rozkwitającym roku 2010 będę miał jeszcze szansę poćwiczyć „klepanie” notek o czymś przyjemniejszym niż moje czarne myśli.
Podsumowanie? Najlepszy czas na tą czynność nastanie za dwadzieścia dziewięć dni licząc od dziś.
Sylwestrową noc mogę zaliczyć do kategorii „udane imprezy” mimo pewnych niedociągnięć.
Miło było żegnać się z Krystyną, Marleną i Przemkiem dopiero po 8 rano.
Jakieś szczególne doświadczenia? Stwierdzam, że moje łóżko jest niewygodne dla dwóch osób.
PS.
2009 to był jednak dobry rok.
♫ Farben Lehre – Kolory