Dni mijają w ekspresowym tempie. Czas osiągnął taką szybkość, że granica pomiędzy dniem a nocą zatarły się zupełnie. Nie przespane noce z byle powodu stały się czymś zupełnie normalnym. To zabawne, że gdy na kark dyszała mi zmora różnego typu „zaliczeń” w szkole (od tych małych do tych ogromnych), sen był obowiązkiem – ponad wszystko!

Stwierdziłem, że dorosłość w tym pełnym wymiarze jest przerażająco nudna. Był weekend spędzony u babci na wsi i po za paroma miłymi akcentami od czterech ścian odbijały się te same tematy co zwykle, odkrywcze wnioski, które odkrywczymi przestały być już dawno temu i do tego te hektolitry gdybań mogą naprawdę zmęczyć człowieka. Gdzie wy się nauczyliście tej idiotycznej i bezsensownej mentalności? Gatka-szmatka i brak zmian z jakiejkolwiek strony… Chyba nigdy nie będę w pełni społeczną istotą, by to pojąć.

Chciałem jeszcze dodać, że 12 czerwca minęło sześć lat od momentu założenia bloga na serwisie blog.pl. W sumie przeprowadzka trwa dalej, gdyż nie przeniosłem jeszcze wszystkiego. Brak chęci z mojej strony.

PS
Moje notki przestają mieć sens czy tylko mi się wydaje?


Myslovitz – Sprzedawcy marzeń

Skomentuj (7)

237. Zonk

Wycieczkę do Zabrza można jak najbardziej zaliczyć do udanych, tym bardziej, że nie zgubiłem się w tym mieście. Dopiero teraz zaczynam doceniać możliwość posiadania prawa jazdy. Tłuc się w trzech autobusach w jedną stronę i w drugą, to stanowczo za dużo jak na moje zdziwaczałe błędniki. Droga z Bytomia do Zabrza prowadziła przez lasy, łąki i pastwiska! Tak! Przez pastwiska… Z niedowierzaniem obserwowałem przez szybkę leżące wśród gęstej trawy mućki w brązowe łaty. Czy to aby był ten sam Śląsk, w którym żyję od dość dawna? Gdyby jeszcze słońce zechciało leniwie rozświetlić krajobraz, można było się pokusić o stwierdzenie, że jest nawet ładnie…

W sekretariacie szkoły, w której składałem papiery, miła starsza sekretarka uświadomiła mnie na czym będzie polegał wstępny egzamin manualny. Zabawy z plasteliną? Oczywiście, że nie! To było by za proste, bo przecież każdy umie odwzorować obojętnie jaką figurkę w skali 1:1. Zdaniem będzie wyrycie w zaschniętym kawałku gipsu płasko rzeźby (w tym momencie liczę na was zduszony okrzyk przerażenia). Część osób twierdzi, że jestem ponoć inteligentny, skoro tak to dlaczego odnoszę wrażenie, iż jak ostatni dureń macham zardzewiałą motyczką przed słońcem? Czuję nutkę masochizmu w mojej postawie….

W końcu nastał ten dzień. Na tym biednym kawałeczku sieci wynajmowanym nikczemnie za darmo pojawił się szablon zrobiony przeze mnie. Dumniej brzmi wordpress themes! Kodowanie nie jest w pełni mojego autorstwa, ale za następne sto lat już na pewno będzie. Obiecuję!

W ramach poprawy masochistycznych myśli:

Noisettes – Don’t Give Up

Skomentuj (14)

W końcu pogoda choć na chwilę się przeprosiła i mogę raczyć się słońcem. Już dawno mi takiego stanu pogodowego brakowało, tym bardziej, że przez całe dwa tygodnie moich matur lało prawie codziennie. Mam nadzieję, że całe moje wakacje nie będą mokre, chłodne i błotniste rodem z ponurego listopada.
Co do samych pięknych matur osiągnę średnie wyniki. Regułą jest, że im bardziej mi na czymś zależało tym gorzej mi poszło. Na szczycie wyników poniżej mojego zadowolenie znajdzie się chemia. W przyszłym roku stres mnie nie zeżre i spróbuję znowu, o! Jest przecież duże prawdopodobieństwo, że pierwszy raz jest trudny.

Teraz muszę znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie, ale nie będzie to praca. Do tej pory jeszcze nie udało mi się otrzymać zaświadczenie o braku przeciwwskazań do wykonywania zawodu/pracy. Jeden lekarz wystawić nie może, drugi mówi, że potrzebuje świstka od tego pierwszego… Burdel na kółkach proszę państwa! Mało to odkrywcze co prawda, jednak jest to dość irytujące.

Wracając do twórczych zadań, muszę napaść na bibliotekę i wypożyczyć parę książek. Przeglądając katalog z książkami zauważyłem, że David Benedictus opublikował oficjalną kontynuację Kubusia Puchatka o tytule Powrót do Stumilowego Lasu i właśnie tę książkę (oraz pozostałe dwie części) mam ochotę wypożyczyć. W końcu co to za dorosły, który nie zna dziecięcych klasyków?

Ah, czytając „Anioły i Demony” Dana Browna natknąłem się na ciekawy fragment: „Panie Langdon, nie pytałam pana, czy wierzy pan w to, co ludzie mówią o Bogu. Pytałam, czy wierzy pan w Boga. To jest różnica. Pismo Święte to opowieści… legendy i fakty historyczne opisujące ludzkie dążenie do do zrozumienia własnej potrzeby nadania życiu znaczenia. Nie proszę pana o wyrażenie opinii na temat literatury, tylko pytam, czy wierzy pan w Boga. Kiedy leży pan pod niebem usianym gwiazdami, czy ma pan poczucie świętości, czy czuje pan w głębi serca, że patrzy pan na dzieło Boga?”
Mała kwintesencja tego, co przez ostatnie lata wypracowałem w tej kwestii.


Koniec Świata – Oranżada

Skomentuj (9)